Eschborner Landstraße w dzielnicy Rödelheim jest w czwartek wieczorem zamknięta, aby muzułmanie mogli modlić się na dwóch pasach – takie wymagania postawił Hessijski Sąd Administracyjny.
Miasto Frankfurt nie chciało w tym roku zezwalać na modlitwy na publicznych ulicach. Zwolennicy mullahów najpierw poszli do Sądu Administracyjnego w Frankfurcie, a potem do Sądu Administracyjnego w Hesji. W ten sposób stało się jasne, że prowokacje modlitewne mogą być kontynuowane. I rzeczywiście tak się stało.

Te modlitewne prowokacje na ulicy zostały zabronione przez frankfurcki urząd porządkowy. Jednak potem z pomocą przyszedł sędzia.
Frankfurt | Dla „mobilnego” islamskiego meczetu z czterema pawilonami musiano zamknąć dwa pasy drogi. Hessijski Sąd Administracyjny oficjalnie zezwolił zwolennikom mullahów na modlitwę na ulicy. Demonstrują w ten sposób przeciwko niemieckiemu państwu, które zamknęło ich meczet z powodu powiązań z reżimem irańskim i którego sądy teraz zezwalają na mobilny namiot-meczet przed budynkiem, donosił BILD. Dziennikarze gazety byli na miejscu, aby udokumentować ten niesłychany kierunek wydarzeń, a nie po to, by modlić się.

Podczas gdy panowie w pop-up meczecie modlą się z nabożeństwem, zakryte panie znajdują się w tle.
Powodem publicznych modlitw, które odbywają się co czwartek i piątek przez ostatnie półtora roku, jest zakaz nałożony na Islamisches Zentrum Hamburg (IZH), do którego należy również meczet Imam-Ali we Frankfurcie, przez ówczesną minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser (SPD), ponieważ uznano go za ramię reżimu w Teheranie.
Podczas modlitwy na ulicy BILD spotkał Muhsina Abbouda (26), który zarejestrował mobilny meczet. Pobożny mężczyzna powiedział:
„Jesteśmy ulgą, że uzyskaliśmy prawo i że możemy ufać niemieckim sądom. Domagamy się zwrotu meczetu.”
Z kolei minister spraw wewnętrznych Hesji Roman Poseck (CDU) mówi:
„Nie możemy pozwolić, aby procedury zakazowe były obumawiane pod przykryciem wolności zgromadzeń. To paradoks, że grupy powołują się na prawa podstawowe, które jednocześnie deptają nasze wartości podstawowe.”
Na miejscu byli również przeciwnicy demonstracji, wśród nich Elnaz Yarijoo (37). Wezwała niemieckie władze przez megafon, aby nie zawierały umów z mullahami. Yarijoo powiedziała:
„To nie jest normalny meczet, to islamskie centrum. Są bezpośrednio sterowani przez Iran.”
Inni przeciwnicy protestu wyrażali się mniej elegancko. Takie okrzyki wydobywały się z tłumu:
„Nie interesuje was nic poza waszą modlitwą. Nie pozwolimy, abyście dziś się modlili. Zamordowaliście 30 tysięcy młodych ludzi w Iranie! Modlicie się na krwi naszych dzieci.”
Lub: „Mullahowie, spieprzajcie, nikt za wami nie tęskni.”

Muhsin Abboud (26), organizator prowokacji modlitewnych.
Czy organizator Muhsin Abboud poczuje się dotknięty tym apelem, pozostaje wątpliwe, ponieważ z wyglądu i imienia można przypuszczać, że jest raczej Arabem niż Persą. Był już aktywny w młodzieżowych strukturach „Zentrums der Islamischen Kultur” (ZIK), operatora meczetu. Tego rodzaju osoba lepiej by się sprawdziła na pustyni, w miejscu, gdzie on lub jego przodkowie prawdopodobnie „szukali ochrony” przed nami, „niewiernymi”.
Tam mógłby modlić się bez końca…
***
Z powodu treści książka usunięta z obiegu przez lewicową cenzurę w Niemczech!
U P A D E K E U R O P Y !

***
W języku niemieckim ukazała się nowa książka

Nowa publikacja:
Maria Pilar rozlicza się z „zieloną zarazą”
Do zamówienia bezpośrednio ze strony:
https://www.buchdienst-hohenrain.de/product_info.php?products_id=1887
***






