„Wolność słowa w Niemczech jest w zaniku“. Powiedziała to w miniony piątek pewna Irene Khan na konferencji prasowej w Berlinie. Khan nie jest rzeczniczką wiceprezydenta USA J.D. Vance’a, nie jest również działaczką partii AfD i nie pisze artykułów dla „Wolnych Mediów“. Jest sprawozdawczynią ONZ ds. „wolności słowa i wypowiedzi“. Autor miał trudności z uwierzeniem. Obrończyni wolności słowa w ONZ? To trudne do wyobrażenia. Zaraz potem nastąpiło otrzeźwienie.
Według Conny Axela Meiera dostrzega ona zagrożenie dla wolności słowa ze strony „antysemityzmu“, „islamofobii“, a także „potępiania migracji“ i „gender“. To szczególnie w Internecie podgrzewa debatę i polaryzuje społeczeństwo. Kto angażuje się w przeciwdziałanie, temu niesłusznie zarzuca się „cenzurę“. Trzeba było na to wymyślić tak pokrętną interpretację zagrożeń dla wolności słowa. To lewicowo-zielony kompleks cenzury stanowi poważne zagrożenie dla wolności wypowiedzi, prasy i słowa w Niemczech i innych krajach zachodnich.
Gdy elity propagandowe nie wiedzą już, co robić, a ich 24/7 propaganda nie przynosi efektów, to dla rządu pozostaje obok fizycznej eksterminacji jedynie cenzura. Najpierw cenzura dotyczy tylko niektórych szczególnie rzucających się w oczy aktorów. Im mniej skuteczna, tym bardziej intensywne, brutalne i wszechobecne staje się przymusowe pozbawienie praw obywatelskich poprzez cenzurę.
Cenzura staje się doktryną państwową
Badacz Andrew Lowenthal zidentyfikował w Niemczech sieć cenzury składającą się z 330 agencji rządowych, NGO, grup akademickich, fact-checkerów, think tanków i fundacji. Wpływa to w przemysłowej skali na kształtowanie opinii, mówi. Lowenthal zdobył popularność dzięki tzw. „Twitter Files” i udzielił gazecie „Neuen Züricher Zeitung“ 12 stycznia ukrytego za paywallem wywiadu na temat cenzury w Niemczech.
Spodziewał się co prawda pewnych rzeczy, „ale nie tak ogromnego, państwowo chronionego systemu“, mówi Lowenthal. Wiele z tych organizacji nie jest też tak bardzo nastawionych na cenzurę. „Są raczej skłonne przekazywać światopogląd, w którym rzekomo łatwo rozróżnić prawdę i kłamstwo. Przy tym traktują opinie jako fakty i deklarują sprzeczne poglądy jako błędne.“
Celem nie jest jedynie zwalczanie mowy nienawiści czy dezinformacji, ale również powstrzymywanie tzw. „populizmu“. Prowadzi to do kryminalizacji odmiennych poglądów i wspiera liderów opinii, zamiast ich podważać. Pasuje to do faktu, że USA nałożyły sankcje na niemiecką NGO „HateAid“. W Niemczech współpraca między państwem a NGO odbywa się otwarcie, legalnie i oczywiście. Powiedział NZZ:
„Wiele z grup nie postrzega tego jako cenzurę. Nie zdają sobie sprawy, że ich praca nie jest neutralna, ale w pełni polityczna. Tendencja do kontrolowania wszystkiego wciąż rośnie i może stać się niekontrolowana.“
Kontynuuje:
„W Niemczech setki milionów euro płynie do NGO, które częściowo współpracują bezpośrednio z policją i organami bezpieczeństwa, raportując im dochodzenia czy spostrzeżenia. Niektóre NGO działają de facto jako wykonawcy rządowi. Ten system jest większy niż wszystko, co znaleźliśmy w USA.“
Miliony zarabiają jako franczyzobiorcy cenzury
Do największych państwowych darczyńców dla kontroli treści i narracji należy projekt „Żyć Demokracją“ Ministerstwa Edukacji, Rodziny, Seniorów, Kobiet i Młodzieży. Ważnym fundatorem jest również UE. Prywatnych darczyńców jest trudno oszacować. Kluczowe centra dla funduszy państwowych według Lowenthala to „Hate-Aid“, „REspect“, „Fundacja Amadeu-Antonio“ i „Fundacja Alfreda Landeckera“.
W przeciwieństwie do wspomnianych wcześniej, „Fundacja Alfreda Landeckera“ jest dla większości czytelników raczej nieznana. Jest to fundacja rodzinna niektórych spadkobierców rodziny Reimann z Ludwigshafen. Ta rodzina miliarderów była niegdyś właścicielem potentata chemicznego Benckisera (Calgon itd.). Po tym, jak koncern, a przez to także właściciele rodziny, w latach 90-tych stanęli w obliczu krytyki z powodu wyzysku robotników przymusowych i więźniów obozów w „Trzeciej Rzeszy“, niektórzy spadkobiercy beneficjentów wyzysku założyli „Fundację Alfreda Landeckera“, nazwaną na cześć żydowskiej ofiary nazizmu. PI-NEWS skontaktowało się z fundacją, aby dowiedzieć się, dlaczego akurat finansują firmę cenzuralną „HateAid“.
Fundacja do finansowania cenzury
Daliśmy „Fundacji Alfreda Landeckera“ czas do wtorku, 10 lutego 2026 roku, do godziny 15:00, aby odpowiedzieć na następujące pytania:
- Jakimi kwotami wspieraliście „HateAid“-gGmbH w latach 2019-2025? Prosimy o podanie łącznej kwoty rocznie.
- Czy wiadomo wam, że jednego z głównych wspólników „HateAid“-gGmbH, „campact“-e.V., z dobrych powodów pozbawiono statusu organizacji pożytku publicznego w 2018 roku, a od tego czasu „HateAid“-gGmbH, założona niemal równocześnie, jest wspierana przez program „Żyć Demokracją“ Ministerstwa Rodziny i przez innych rządowych darczyńców kwotą siedmiocyfrową jako tzw. „trusted flagger“?
- Czy wiecie, że przeciwko dwóm dyrektorkom „HateAid“-gGmbH, Annie-Lenie von Hodenberg i Josephine Ballon, które wcześniej pełniły w „campact“-e.V. wysokie funkcje, istnieje zakaz wjazdu do USA, a także nałożono inne sankcje na „Hate-Aid“-gGmbH?
- Jak oceniacie aktualną decyzję Komisji Sprawiedliwości Izby Reprezentantów USA w sprawie zwalczania cenzury w Europie?
- Czy podjęliście działania, aby zakończyć wsparcie dla „HateAid“-gGmbH w bieżącym roku, aby uniknąć ewentualnych zagrożeń związanych z możliwymi sankcjami ze strony USA?
- Jaki jest planowany kwotą wsparcia na bieżący rok 2026, z którym chcecie wspierać „HateAid“-gGmbH?
- Jak godzimy wasze wsparcie finansowe dla cenzury i tłumienia opinii konserwatywnych z wyznaczonymi przez siebie szlachetnymi zadaniami „upamiętniania Holokaustu“, zwalczania antysemityzmu i wzmacniania demokracji?
Do upływu terminu PI-NEWS nie otrzymał odpowiedzi na te pytania. Nie jest to zaskakujące. O sześciocyfrowych kwotach z programu „Żyć Demokracją“ (424.823 euro w 2025 roku) oraz dotacjach z Ministerstwa Sprawiedliwości (600.000 euro zaplanowanych na 2026 rok) i o własnym wkładzie finansowym sponsorzy operatorów portalu „HateAid“ wolą nie rozmawiać z ofiarami swojej cenzury. Po tym, jak PI-NEWS 3 czerwca 2025 roku informowało o „HateAid“, że „matka spółki“ HateAid, stalkerzy Anti-AfD z „campact e.V.“, posiadają 50 procent udziałów spółki, to sytuacja się zmieniła, a „campact“ formalnie przekazało część udziałów współwłaścicielom.
Skrajna lewica jako cenzorzy dla rządu
Teraz „campact“ ma już tylko 33,32 procent udziałów w „HateAid“. Dotychczasowa właścicielka 25 procent, dyrektor i byłe pracownice „campact“ Anna-Lena von Hodenberg, posiada teraz 33,34 procent. Trzeci w tym gronie, Fearless Democracy e.V. byłego doradcy ds. marki Geralda Hensela, również posiada teraz 33,4 procent. Przychody „HateAid“ w roku 2024, zanim przekształciły się w „trusted flagger“, wyniosły rzekomo już 5.773.736,00 euro. Krąg cenzury pozostał ten sam.
Wspomniany wspólnik Gerald Hensel podnosi się na ofiarę mowy nienawiści i twierdzi, że musi bać się o swoje życie, chociaż tak naprawdę nie jest ofiarą, lecz sprawcą. Swoją perfidną akcją „Nie dawać pieniędzy dla prawicy“ próbował już w 2017 roku, między innymi, przekonać partnerów reklamowych kolegów z „Osi Dobra”, by doprowadzić do kłopotów finansowych zaatakowanego portalu. Sukces był ograniczony, musiał opuścić finansowaną przez rząd federalny agencję „Scholz & Friends” po czterech i pół roku. Następnie rozkoszował się rolą ofiary.
Następnie Hensel, nazywający siebie „strategiem cyfrowym“, wspólnie z ekstremistami z „campact“ założył portal „HateAid“. Opłaciło się. Finasowanie początkowe pochodziło wówczas od „Fundacji Roberta Boscha“. Dobrze, że nieżyjący Robert tego nie widział, co w jego imieniu obecni odpowiedzialni robią z dziedzictwem.
Sieć cenzury największym zagrożeniem dla demokracji
Razem z pozostałymi 329 organizacjami, stowarzyszeniami i agencjami cenzurującymi, pławią się w pieniądzach podatników z budżetu państwa i fundacji, a ponadto corocznie dostają miliardowe kwoty od Komisji Europejskiej, przynajmniej dopóki UE jeszcze istnieje i dysponuje wystarczającą ilością pieniędzy. Dzięki temu uczestnicy sieci cenzury do tej pory mogą pozwolić sobie na najdroższe kancelarie prawne za każdy nonsens. Osobiste negatywy z tego wynikające wciąż są w ograniczonym zakresie.
Zamiast do USA, cenzuralni fanatycy mogliby chętnie udać się do ajatollahów w Iranie. Tam nie są sankcjonowani. Przeciwnie! Są tam tak samo mile widziani, jak prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier, który regularnie przesyła im nieproszony gratulacje w imieniu swoich rodaków z okazji udanej „Rewolucji Islamskiej“ z 1979 roku. Mullahowie cieszą się z każdego nowego pomysłu cenzury. W zamian „cenzorzy HateAid“ mogą tam nauczyć się, jak poprzez „odcinanie głów“ opozycji skuteczniej cenzurować poddanych w ich interesie w myśl dążącego do dyktatury rządu.
Tak, cenzura jest finansowo opłacalna dla cenzorów i ich półlegalnych współpracowników oraz „fact-checkerów“. Ta sieć cenzury jest główną bronią rządu przeciwko własnemu narodowi, a zatem największym zagrożeniem dla demokracji w jej pierwotnym znaczeniu, które zastąpiono „Naszą Demokracją“. Jej uczestnicy autentycznie działają w przekonaniu, że ratują demokrację. Przeciwnie: znoszą ją!
***
Z powodu treści książka usunięta z obiegu przez lewicową cenzurę w Niemczech!
U P A D E K E U R O P Y !

***
W języku niemieckim ukazała się nowa książka

Nowa publikacja:
Maria Pilar rozlicza się z „zieloną zarazą”
Do zamówienia bezpośrednio ze strony:
https://www.buchdienst-hohenrain.de/product_info.php?products_id=1887
***






